Przemija bowiem postać tego świata. Wystawa obrazów prof. Stanisława Baja

Potok się nie zdumiewa, gdy spada w dół

i lasy milcząco zstępują w rytmie potoku

– lecz zdumiewa się człowiek! (…)

Był samotny z tym swoim zdumieniem

Pośród istot, które się nie zdumiewały

– wystarczyło im istnieć i przemijać.

Człowiek przemijał wraz z nimi

na fali zdumień.

Zdumiewając się, wciąż się wyłaniał

z tej fali, która go unosiła,

jakby mówiąc wszystkiemu wokoło:

„zatrzymaj się! – masz we mnie przystań” (…)

„zatrzymaj się, to przemijanie ma sens”

„ma sens… ma sens… ma sens!”

 

Jan Paweł II, Tryptyk rzymski.

 

            Profesor Stanisław Baj wiele lat swojej twórczej pracy poświęcił malowaniu rzeczywistości, która zdumiewa i przemija. Na początku były to szczególnie portrety osób z jego rodzinnych Dołhobrodów na Podlasiu. Ludzi, których bardzo cenił, jak jego matka, a także ludzi żyjących rytmem codziennej ciężkiej pracy na roli. Później przyszedł czas na zachwycające krajobrazy jego rodzinnych stron, wyrażone w powtarzających się sekwencjach spokojnie meandrującego Bugu. Jednak podobnie jak ludzkie życie biegnie rytmem przemijania, również natura podlega tym odwiecznym prawom. Zostały one ukazane na pracach Stanisława Baja w postaci zmieniających się pór roku oraz spektaklu światła słońca i księżyca, które nadaje ton nadbużańskiemu pejzażowi. Obrazy wyrażone w abstrakcyjnej konwencji wprowadzały aurę tajemniczości, zapraszały do osobistej wędrówki meandrami wyobraźni ku doświadczeniu świata ukrytego poza jego wymiarem materialnym. Naturalne przemijanie zostało jednak w pewnym momencie drastycznie zmienione ludzką ingerencją, kiedy brzeg Bugu został wykarczowany, a w miejscu wiekowych drzew powstała metalowa zapora, mająca chronić granicę naszego państwa. Przemijanie przybrało poza naturalny bieg, który odcisnął silne piętno na twórczości artysty.

 

            Nie sposób uciec przed tematem przemijania, które tak wyraźnie zarysowuje się
w obrazach Stanisława Baja. Wywołuje ono dziesiątki pytań, wśród których najważniejsze wydają się dwa: czy to przemijanie ma sens i czy można je jakoś oswoić i zrozumieć? Wystawa przygotowana w Muzeum Archidiecezjalnym w Krakowie próbuje się zmierzyć z tymi dylematami, dla których obrazy Profesora Baja wydają się wręcz idealną narracją.

 

            W Liście do Koryntian św. Paweł napisał: Przemija bowiem postać tego świata (Kor 7, 31). To definitywne stwierdzenie rodzi pytania dotyczące tego czy ten proces jest dla człowieka czymś niepożądanym czy wręcz przeciwnie. Przecież każda strata tego, do czego byliśmy przywiązani, zawsze wydaje się czymś bolesnym. Tym bardziej zadziwia nas tekst napisany u początków chrześcijaństwa, na przełomie I i II w. W „Didache”, zwanym również „Nauką Dwunastu Apostołów” czytamy: Niech przyjdzie Twa łaska, niech przeminie ten świat. Sięgamy zatem to tekstów Ojców Kościoła, które pomagają nam zrozumieć skąd bierze się takie pragnienie. Według św. Ireneusza z Lyonu przemijanie to coś ze wszech miar pozytywnego i upragnionego. Przede wszystkim nie dotyczy ono ani świata, ani naszego życia, ale tylko obecnej postaci jednego i drugiego.

 

Ireneusz cieszy się na myśl, że przeminie postać tego świata – podobnie jak rodząca marzy o chwili, kiedy usłyszy głos swojego dziecka i skończą się jej bóle, podobnie jak żołnierz nie może się doczekać końca męczących manewrów. Przemijająca postać tego świata ustąpi miejsca jego postaci ostatecznej. Ireneusz jest absolutnie pewien tego, że ziemia zostanie przemieniona w niebieskie Jeruzalem, a wszyscy Boży przyjaciele dostąpią chwalebnego zmartwychwstania. I nie wolno tego brać za alegorię – twierdzi stanowczo Ireneusz – gdyż wszystko będzie tu mocne i prawdziwe, i rzeczywiste: sam Bóg tego dokona dla szczęścia ludzi. Podobnie jak prawdziwy jest Bóg, który wskrzesza człowieka, tak samo prawdziwie, a nie alegorycznie zmartwychwstanie człowiek. Prawdziwość tego zmartwychwstania na tym będzie polegała, że człowiek prawdziwie dostąpi niezniszczalności, rozwinie się i rozkwitnie w czasach Królestwa, aby mógł dostąpić chwały Ojca.

 

            Bardzo podobnie mówili na temat przemijania inni Ojcowie Kościoła. Orygenes rysował w swoich pismach niezwykłą przyszłość. Wyobraź sobie, w jaki sposób przemija niebo i ziemia, oraz jak przemija postać tego świata. Usuń sprzed swego wzroku blask tego słońca i daj owemu światu, który ma nadejść, siedmiokrotną światłość słońca, albo raczej daj mu samego Pana jako blask. Wyobraź sobie obecnych przy Nim aniołów chwały… Wyobraź sobie ponadto, jak mogą być tam obchodzone święta Pana, jakie się tam odbywają uroczystości, jaka panuje tam radość… Przebywając na tym świecie, świętujemy tylko po części, a nie w pełni… Wówczas nastanie prawdziwe i nieprzerwane święto, a Księciem tego święta, Oblubieńcem i Panem, będzie sam Jezus Chrystus, nasz Zbawiciel.

 

Sposób naszego rozumienia tekstu św. Pawła o przemijaniu może ulec znaczącej zmianie, kiedy odwołamy się do greckiego tłumaczenia słowa paragein, które znaczy również odchodzić (Mt 9,9 i 27; J 8,59), przechodzić (Mk 1,6; 2,14), mijać (J 9,1). Odejście, mijanie, nie kojarzyło się ludziom mówiącym po grecku z przemijaniem w naszym rozumieniu. Zatem słowa: Niech przeminie ten świat, można rozumieć jak pragnienie dziecka: Kiedy wreszcie przeminie moje dzieciństwo i stanę się człowiekiem dorosłym, i marzenie więźnia: Obym wreszcie miał już za sobą ten czas mojej niewoli.

 

            Mając na uwadze powyższe rozważania, scenariusz wystawy został podzielony na trzy odsłony. Pierwsza to wejście w przestrzeń Raju. A zasadziwszy ogród w Edenie na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił. (…) Z Edenu zaś wypływała rzeka, aby nawadniać ów ogród, i stamtąd się rozdzielała (Rdz 2, 8.10). Spotykamy się tu z obrazami Stanisława Baja, które ukazują nam pierwotne piękno Bugu – jakby jednej z odnóg rajskiej rzeki - pełne tajemniczego blasku, stwórczego światła, które pozwala nam widzieć świat w jego bogactwie i niezmąconym pięknie. Woda odbija różnobarwne refleksy, oznaczające różnorodność stworzenia, różnorodność dobra, które zostało przygotowane dla człowieka. Św. Jan Paweł II w Liście do Artystów napisał: „Nikt nie potrafi zrozumieć lepiej niż wy, artyści, genialni twórcy piękna, czym był ów pathos, z jakim Bóg u świtu stworzenia przyglądał się dziełu swoich rąk. Nieskończenie wiele razy odblask tamtego doznania pojawiał się w waszych oczach, artyści wszystkich czasów, gdy zdumieni tajemną mocą dźwięków i słów, kolorów i form, podziwialiście dzieła swego talentu, dostrzegając w nich jakby cień owego misterium stworzenia, w którym Bóg, jedyny Stwórca wszystkich rzeczy, zechciał niejako dać wam udział”.

 

W pierwszej odsłonie wystawy obrazy Baja zostały ukazane na tle słów debiutanckiego poematu Karola Wojtyły z roku 1944, zatytułowanego „Pieśń o Bogu ukrytym”. Opisując doświadczenie obecności Boga, Wojtyła sięga do elementarnych, naturalnych ludzkich doświadczeń towarzyszących obcowaniu z przyrodą, przede wszystkim z morzem i światłem. To, co nadprzyrodzone, opisane zostało – w zgodzie z klasyczną teologią – przez to, co naturalne. Wybrzeże morskie kojarzy się autorowi z ciszą, w której dokonuje się spotkanie z Bogiem. Morze to także głębia i nieskończoność płynących fal; ta głębia i nieskończoność dotyczą duchowego doświadczenia człowieka: Musisz stanąć i patrzeć coraz głębiej i głębiej, aż nie zdołasz odchylić swej duszy od dna.

 

Jednak pierwotne piękno natury i człowieczeństwa zostało zniekształcone przez grzech pierworodny, powodujących dysharmonię całego stworzenia, co wyraża obraz artysty przedstawiający Bug w kontraście z jego mroczną rzeczywistością metalowej zapory – czerni, która zdaje się pochłaniać całą nadzieję.

 

            Z niepewnością przechodzimy do drugiej odsłony wystawy, gdzie w tle epatuje intensywna barwa czerwieni. Czy to tylko symbol krwi, cierpienia? A może jednak przede wszystkim miłości? Lecz On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze słabości (Iz 53,4). Fragment czwartej pieśni Sługi Jahwe z Księgi proroka Izajasza jest ukazaniem środka zaradczego, jaki Bóg przygotował na dramat przemijania, zainicjowanego przez grzech. Droga Chrystusa od Jego męki, przez śmierć, po nadające wszystkiemu sens zmartwychwstanie, to wyraz nieskończonej miłości Boga do człowieka, do całego stworzenia. Nie jest to jednak tylko droga Chrystusa, ale doświadczenie wpisane w życie każdego z nas.

 

            Stanisław Baj powiedział, że wszystko co mamy tu, razem, to chwilowe współtrwanie. Dlatego artysta w swojej twórczości starał się utrwalić postacie matki i bliskich mu osób, jakby chcą zachować na wieki te ważne relacje. Wśród zaprezentowanych portretów, z którymi wiążą się wspomnienia wspólnie spędzonych chwil, możemy podziwiać również kunszt ich autora. Malowane grubymi, szybkimi pociągnięciami pędzla portrety są ekspresyjne, ale sprawiają wrażenie grubo ciosanych, jakby malarz chciał nam przekazać prawdę o istocie życia. Nie ma w nich banału, nie ma gładkości pozowanych ujęć, jest reporterska szybkość chwytania świata.

Portrety zostały namalowane w konwencji Chrystusa Frasobliwego. Jest to figura, która tak mocno osadzona jest w polskiej kulturze. To ukazanie Chrystusa między życiem a śmiercią, który mimo świadomego wyboru drogi, nie jest wolny od ludzkich rozterek. Pełen zmęczenia, skupienia i świadomy czekających go wyzwań. Czy można lepiej ukazać Boga, który identyfikuje się z życiem każdego człowieka?

 

Jeszcze mocniejszy akcent ciężaru Odkupienia zauważamy w grafikach, które Stanisław Baj stworzył w październiku 2023 roku, podczas pobytu w szpitalu. Ludzkie cierpienie przybrało konkretną postać Chrystusa umęczonego. Prawda o przemijaniu wydaje się dosięgać dna. Ale to właśnie wtedy, zaczyna bić jakiś niezwykły blask nadziei. Chrystus jest z człowiekiem w bólu przemijania, a człowiek może przejść Nim przez misterium zmartwychwstania. Wymaga to jednak szczególnego wejrzenia. Karol Wojtyła w „Pieśni o Bogu ukrytym” pisze: Co to znaczy, że tyle dostrzegam, gdy nic nie widzę, kiedy już poza horyzont ostatni osunął się ptak,[…] Im bardziej wzrok natężam, tym widzę mniej, […] Więc w mroku tyle jest światła, ile życia w otwartej róży, ile Boga zstępującego na brzegi duszy. Zatem, żeby zrozumieć sens przemijania, przekroczyć mrok beznadziei, należy zrezygnować z natężania wzorku, które powoduje, że widzi się mniej. Dzięki temu ogołoceniu z naturalnych zdolności człowieka stworzyć duchową przestrzeń dla Bożego działania. Wymaga to jednak wielkiej pokory, przyjęcia prawdy Jezusowych słów: Beze Mnie nic uczynić nie możecie (J 15,5).

 

Trzecia odsłona wystawy wydaje się kontynuować temat przemijania świata, ale jednocześnie otwiera przed nami zaskakującą perspektywę. I ujrzałem niebo nowe i ziemię nową, bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły (Ap 21,1). Światło Bożego działania w świecie i człowieku próbuje się przebijać wąską strugą wśród zdegradowanej rzeczywistości. Obrazy Stanisława Baja przybierają mroczny charakter, dzięki czarnej barwnej granicy zaznaczonej na płótnach. Metalowe zapory, wysokie mury, próbują zawładnąć pierwotnym pięknem, które choć uwięzione, nie traci swego blasku. Artysta maluje ukochany Bug naznaczony czernią z nostalgii, kontemplacji, potrzeby wyciszenia. Chociaż powszechna interpretacja czarnej barwy odnosi się do zła, śmierci, brzydoty, to w artystycznym wyrazie wcale nie musi przyjmować tak pesymistycznych konotacji. Przecież pełny walor światła może dać nam właśnie czerń, a noc wzbudzać nadzieję na poranne spotkanie.

 

Więc wiedzieć jeszcze mniej, a jaszcze więcej wierzyć. Powieki powoli zamykać przed światem pełnym drżeń, potem wzrokiem odepchnąć przypływy gwiaździstych wybrzeży nad którymi zawisa dzień. Boże bliski, przemień zamknięte oczy w oczy szeroko otwarte – i nikły podmuch duszy drgającej w szczelinach róż otocz ogromnym wiatrem (Karol Wojtyła, „Pieśńo Bogu ukrytym”). Ukazany na obrazach kontrast czerni, bieli i błękitu, kojony zielenią nadziei prowadzi nas do końca, a trafniej powiedzieć do początku. Stajemy się towarzyszami św. Jana z Apokalipsy i wspólnie podziwiamy niebo nowe i ziemię nową. Przed naszymi oczami pojawia się monumentalne dzieło Stanisława Baja, przedstawiające rzekę Bug, w jej pierwotnym, już odnowionym blasku. Przemijanie przestaje mieć w ogóle jakiekolwiek znaczenie, gdyż czas przestaje istnieć. W ciszy kontemplujemy niezwykły obraz. Często myślę o tym dniu widzenia, który pełen będzie zdziwienia nad tą Prostotą, z której świat jest ujęty, w której przebywa nietknięty aż dotąd i dalej niż dotąd. A wtedy konieczność prosta coraz większą się staje tęsknotą  za owym dniem, który wszystko obejmie taką niezmierną Prostotą, miłosnym tchem (Karol Wojtyła, „Pieśń o Bogu ukrytym”).

 

Przemijanie ma sens największy wtedy, kiedy zdajemy sobie sprawę, że jest ono dojrzewaniem do wieczności. Modląc się, pracując, kochając, cierpiąc… malując. Obrazy Stanisława Baja choć w całym swoim artystycznym pięknie dokumentują przemijanie, to
w dużym stopniu także pokazują kryjący się pod warstwą kolorów niewidzialny świat, o wiele bogatszy, o wiele piękniejszy, o wiele prawdziwszy.

 

 

ks. Jacek Kurzydło

Kurator wystawy