Słowo czeka na obraz
Wystawa „Słowo czeka na obraz”, prezentuje obrazy Adama Mamczura, w których możemy odnaleźć nawiązania do suprematyzmu, neoplastycyzmu czy kubizmu. Ale tak naprawdę, awangardowa stylistyka, staje się jedynie tłem dla artystycznych poszukiwań. Nie dążą one do zatrzymania się tylko na tym co piękne, na tym co rzeczywiste, ani nawet nie mają na celu ukazania uniwersalności rzeczy. Mamczur w swoich obrazach dąży do odkrycia pełnej prawdy o Bogu i człowieku.
Adam Mamczur w swojej twórczości, poprzez kompozycję barw, stara się nam pokazać obraz, który zobaczyć możemy jedynie oczami duszy. Dzięki zmysłowi wzroku i duchowemu wejrzeniu, możemy zobaczyć prawdziwy obraz w abstrakcyjnej kompozycji. Takie rozumienie sztuki prowadzi autora do wniosku, że nie on odnajduje prawdę, ale Prawda objawia mu Siebie.
Na wystawie pojawiają się także pejzaże, martwa natura czy portrety. Wśród portretów jest jeden szczególny, to przedstawienie umęczonego Chrystusa, nawiązujące do obrazu Adama Chmielowskiego – św. Brata Alberta, zatytułowane „Ecce Homo”. Ten wizerunek dla Mamczura jest szczególny, gdyż stanowi wspólny mianownik całej jego twórczości. Chrystus ukazany w skrajnym wymiarze człowieczeństwa, to jednocześnie Osoba Boska. Prawda o przenikających się w Chrystusie naturach, rzuca światło na prawdę o tym, że człowieka jest wezwany do stawania się na Boży wzór i podobieństwo.
Wystawa „Słowo czeka na obraz”, posługując się słowami Józefa Czapskiego, ma skłonić odbiorców do dbania o świeżość i prawdę oka.
Wystawa będzie dostępna w Muzeum Archidiecezjalnym do 23 grudnia 2025 r.
Scenariusz wystawy
Motywem przewodnim scenariusza wystawy „Słowo czeka na obraz” są płótna przedstawiające cierpiącego Chrystusa, które nawiązują do obrazu „Ecce Homo” namalowanego przez Adama Chmielowskiego – św. Brata Alberta. Ten wizerunek stanowi osnowę dla poszczególnych wątków zaprezentowanych w kolejnych salach. Widok Chrystusa ukazanego w cierpiącym ciele, mówi o jego śmiertelnej ludzkiej naturze, która jest ściśle zjednoczona z naturą Boską. To zjednoczenie jest tak silne, jak różne barwy ukazane na jednym płótnie. Różnica kolorów jest oczywista, ale jednocześnie stanowi niepodzielne dzieło. W pierwszej sali pojawia się również forma kubka, ukazanego w barwach zawierających podstawowe kolory. To obraz człowieka, który również ma swoją określoną cielesną formę, ale jednocześnie wypełniony jest całym bogactwem materii i ducha. To jednocześnie zapowiedź tematyki kolejnej sali.
Druga część wystawy skupia się w całości na człowieku, symbolicznym kubku, swoistym indywiduum. Każdy zbudowany z tej samej materii, ale posiadający osobliwe cechy. Ukochany przez Boga, ale każdy posiadających z Nim wyjątkową relację. Wielość podobnych obrazów, ale nie tych samych. Stajemy w przestrzeni pełnej ludzi, w której każdy może się poczuć jak kolejne dzieło sztuki. W umyśle rodzi się pytanie: jak patrzę i oceniam innych? Ale muszę mieć świadomość, że również inni patrzą na mnie i dokonują swojej oceny. Czy widzimy prawdę?
Uzbrojeni w trzy podstawowe kolory, wkraczamy w przestrzeń trzeciej sali, gdzie zaskakuje nas mnogość i piękno barw. Nie można dać się zwieść jedynie ich urokowi. Niesymetryczne kształty dopasowane do siebie tworzą zwarte kompozycje, podobnie jak anatomiczna budowa naszych ciał. Obrazy nie posiadają ram, ale się też nie rozpadają. Poszczególne pola barwne są podtrzymywane jakąś niewidzialną mocą. Czy nie jest podobnie z człowiekiem, który w świecie wydaje się kimś wyjątkowym, ale jednocześnie jego życie jest takie kruche. Tą cielesną wątłość przypomina nam znów obraz „Ecce Homo”, dając tym samym odpowiedź, jak nazywa się ta tajemnicza moc, która podtrzymuje nasze istnienie.
Człowiek rozwija się i buduje ten świat opierając się na wpisanych w niego prawach, czerpiąc z doświadczenia i tradycji przodków. W czwartej sali naszym oczom ukazują się portrety, pejzaże i martwe natury. Doceniamy kunszt artysty, który stworzył te obrazy, ale pobrzmiewa gdzieś w oddali nostalgia nad przemijaniem. Bliscy odchodzą, natura z czasem staje się martwotą, a zieleń krajobrazu wraz z jesienią porzuca swoje piękno. Czy może nas to czegoś nauczyć?
Sala piąta znów staje się tłocznym placem. Jeszcze bliżej przyglądamy się ludziom, zdaje się, że widzimy już więcej, że prawda staje się coraz jaśniejsza. Powtórzenie motywu kubka – człowieka sprawia, że wracamy do teraźniejszości. Kompozycja przenosi wizerunek Chrystusa pomiędzy abstrakcyjne obrazy. „Ecce Homo” nie stoi już gdzieś z boku, jest pośrodku nas, staje się jednym z nas. Stoimy w zamyśleniu, a ciekawość karze nam zadać pytanie: co teraz znajduje się w tych kubkach? Czy czas zmienił ich zawartość?
Finał wystawy do pewnego rodzaju retrospekcja. Mijamy pary obrazów, które przypominają naszą podróż przez twórczość Adama Mamczura. Przypominają wędrówkę przez życie, które powinno być skoncentrowane na szukaniu prawdy. Dlatego wystawę zamyka dyptyk obrazów „Ecce Homo”, jednego skończonego, drugiego dopiero co rozpoczętego. Kompozycja zamyka wystawę, ale jej nie kończy. Na wystawie wchodzimy w przestrzeń Słowa, które domaga się obrazu, obrazu którym ma być nasze życie kształtowane na Boże podobieństwo.



























